20 września 2017

#4 Jestem w ciąży

...ale nie potrzebuję specjalnego traktowania.

W ten właśnie sposób myśli spora część nie tylko ciężarnych, ale również ludzi znajdujących się w ich najbliższym otoczeniu. Jeśli chodzi o mnie, to w 80% przypadków nie musiałam się upominać o miejsce w tramwaju, czy autobusie. Na ogół wychodziłam z założenia, że mogę postać lub znajdowała się dobra dusza, która tego miejsca ustępowała. Niekiedy jednak wszechobecna znieczulica totalnie mnie zaskakiwała i to w momentach, kiedy najbardziej potrzebowałam tych ludzkich odruchów dobroci.



Pisząc ten post musiałam zrobić sobie sama rachunek sumienia. Czy zawsze wykazywałam się dobrym wychowaniem? Czy ustępowałam miejsca kobietom w ciąży, osobom niepełnosprawnym, czy starszym? Cóż, pewnie były momenty, kiedy wracałam padnięta po pracy i wykazałam się totalnym brakiem szacunku. Myślę jednak, że w 98% przypadków nie było ze mną aż tak źle.
Ach no i jeszcze kolejki sklepowe! Ale to już zupełnie inna bajka. Bo część ludzi wyznaje zasadę: skoro już ta dana osoba przyszła do sklepu, to najwyraźniej ma siłę by i postać chwilę. A co jeśli z tej krótkiej chwili robi się 10 minut?

Może po prostu przytoczę kilka historii z mojego własnego życia.

Sytuacja nr 1. Salon popularnej sieci komórkowej z fioletowym logo. Potrzebowałam zapytać o jakąś pierdołę. Przede mną jeszcze dwie osoby. Czas dłuży się niesamowicie. Wszyscy konsultanci obsługują klientów. W końcu zwalniają się dwa stanowiska. Pan, który w kolejce stał już przede mną jakiś czas, spogląda na mój brzuch i pyta, czy nie chcę pójść przed nim. Akurat miałam dobry dzień, więc grzecznie podziękowałam. Mogłam postać. Ale jak widać, jak się chce, to kobietę w ciąży można zauważyć :)

Sytuacja nr 2. Tramwaj. Było to na tym etapie ciąży, kiedy miałam jeszcze siłę udzielać korepetycji z angielskiego. Do przejechania jakieś 4 przystanki. Wsiadam. Zero wolnych miejsc. No trudno. Przecież to nie jest daleko. Zauważyłam jednak ciekawą przypadłość innych ludzi, kiedy to tak sobie beztrosko wsiadłam do tego tramwaju. Nagle wszyscy zaczęli szukać ciekawych krajobrazów za oknem, czy odczytywać wiadomości w swoich telefonach. Przedział wiekowy 18-30 lat. Przystanek dalej ze swojego miejsca wstał starszy pan i prawie siłą kazał mi usiąść na swoim miejscu bo on przecież i tak zaraz wysiada. Usiadłam. Przykro mi się tylko zrobiło, że młodzi ludzie nie byli w stanie podnieść się ze swoich miejsc. A brzuszek już był widoczny.

Sytuacja nr 3. Wracałam akurat od swojego ginekologa ze skierowaniem do szpitala. Ledwo chodziłam. Przejście z punktu A do punktu B zajmowało mi dwa razy więcej czasu. Siedząc w poczekalni już lekarz widział, że zwijam się z bólu. Ja wiem, mogłam zamówić taksówkę, zamiast tłuc się tramwajem. Toż to był już 30 tydzień ciąży. No a skoro szpital to już w ogóle. Ale w tamtym okresie akurat miałam debet na koncie i sieciówkę w portfelu. Wsiadłam więc w ten tramwaj z nadzieją, że jak zrobię minę zbitego psa, to znajdzie się jakiś dżentelmen. Niestety przede mną wsiadła grupka młodzieży, która obsiadła wszystkie wolne miejsca, a ja? Pozostałam niewidzialna.

Sytuacja nr 4. A teraz coś z okresu, kiedy już Oli pojawił się na świecie. Razem z nim i z mamą wybrałyśmy się do dużego hipermarketu na zakupy. Wyjątkowo mały Buba był grzeczny. Niestety do kas kolejka jak 150. Trudno. Poczekamy. Zainteresowaliśmy Olinka zabawką. Przed nami pan miał zdecydowanie mniej zakupów niż my, a i tak przepuścił nas w kolejce mówiąc, że nie ma co z dzieckiem tyle czekać. Muszę przyznać, że byłam bardzo mile zaskoczona takim gestem.

Sytuacja nr 5. Ta akurat na świeżo. Prosto z kolejki do lekarza. Wybraliśmy się na wizytę u okulisty. Jak to bywa w kolejkach do specjalisty - średnia wieku powyżej 50 lat. Jako, że dostałam w rejestracji numerek oraz godzinę wizyty, to pytam uprzejmie kto jest przed nami. A jeden ze starszych panów na mnie z twarzą, że numerków to tutaj nie ma i oni wszyscy na 12 umówieni byli. Aha, no okej. Zapytałam więc grzecznie kto ostatni i mówię, że trudno. Poczekam. Przemilczałam fakt, że to oni najwyraźniej wchodzą bez kolejki, bo tylko po receptę. Całe szczęście pani lekarka z panią pielęgniarką same nas wywołały. Także całe szczęście są jeszcze miejsca, gdzie pilnuje się takich rzeczy :)

Ze swojego doświadczenia powiem: jeśli jesteś w ciąży i masz odwagę - egzekwuj swoje prawa! Ja niestety tej odwagi nie miałam, przez co miałam do czynienia z powyższymi sytuacjami. Ale ciąża to może nie choroba, jednak nosić te dodatkowe kilogramy wcale nie jest łatwo. Jeśli dochodzą do tego typowe dolegliwości, to już w ogóle ciężko żyć. Odwagi! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz