...czyli co nam się przydało i z czego dalej korzystamy.
Zaraz po potwierdzeniu przez lekarza ciąży większość młodych mam ma w głowie galopadę myśli. Tyle rzeczy przecież trzeba będzie kupić! Może więc najlepiej zacząć od razu? W drodze powrotnej najlepiej zajść do sklepu i kupić: wózek, łóżeczko, tonę ubranek, pieluchy... No, tak przynajmniej było w moim przypadku. Kupowałabym wszystko od razu. Zaraz. Teraz. NATYCHMIAST! Przecież niedługo pojawi się moje pierwsze dziecko. Całe szczęście, że miałam u swego boku mężczyznę, który wydzielał (i dalej to robi) mi pieniądze oraz mamę, która wylewała na mnie kubeł zimnej wody. Rzecz jasna nie wszystkich błędów zakupowych udało mi się uniknąć, więc może ktoś nauczy się czegoś na moich błędach.
Zaczniemy od rzeczy, które okazały się dla nas w 100% przydatne i bez których teraz ani rusz. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli ma się miejsce na składowanie wyprawki dla malucha, to można się zabrać za to na spokojnie już w połowie drugiego trymestru. Przynajmniej nie będziemy później panikować, że jeszcze tyle rzeczy brakuje! Ja zaczęłam od końcówki pierwszego trymestru, co uważam, iż było zdecydowanie za szybko. No ale po kolei :)
Przydatne rzeczy, bez których jak bez ręki oraz rzeczy oczywiste:
- Łóżeczko - no, bez tego raczej ciężko. My postawiliśmy na klasykę, czyli drewniane łóżeczko z wyjmowanymi szczebelkami. Zakupione na allegro. Trzy stopnie regulacji wysokości materaca oraz wysuwana szuflada na dole. Ten ostatni element był naszym must-have ze względu na fakt, iż póki co dzielimy z Olim jeden pokój i dobrze jest móc wykorzystać przestrzeń pod łóżeczkiem na schowanie np. zabawek lub pościeli. Dodatkowo zakupiliśmy w późniejszym czasie łóżeczko turystyczne, również z allegro. Lionelo Sven. Posiada baldachim, moskitierę, przewijak. Ze spokojem mogłoby stać zamiast tego tradycyjnego, drewnianego.
- Materac - jak jest łóżeczko, to musi być i on. Nam się poszczęściło akurat, że dostaliśmy materac od znajomej. Pianka-gryka. Jest super i z całą pewnością nie mamy potrzeby kupować nowy. Gdybym jednak musiała zakupić taki na własną rękę, pewnie bym się zdecydowała na lateksowy, gdyż spotkałam się z wieloma dobrymi opiniami.
- Wanienka - w naszym przypadku jest to duża wanienka, którą kupiliśmy podczas wyprzedaży w jednej ze szczecińskich hurtowni z rzeczami dla dzieci. Jako, że kąpiemy Małego w naszym pokoju, to nieodzowny był stelaż, który dostaliśmy od rodziny.
- Wózek - może powinien znaleźć się na pierwszym lub drugim miejscu, ale... tutaj popełniłam błąd, jeśli chodzi o zakup. Po pierwsze: za szybko. Z terminem na kwiecień, zakupiłam wózek już w październiku czy listopadzie. Po drugie: używany. Ja wiem, nie każdy musi mieć nowy wózek i zdecydowanie popieram kupowanie tych po jednym dzieciaczku i w dobrym stanie. Nam trafił się wózek od koleżanki - xLander, po dwójce dzieci, czyli suma sumarum wózek miał około 3/4 lat. Wizualny stan był super, ale niestety Olinkowi wózek totalnie nie przypasował ze względu na jego zużycie i sztywność, brak amortyzacji. Po trzech miesiącach męczarni podczas spacerów, płaczu nie tylko z jego strony, musieliśmy zakupić nowy wózek. Gdybym się wstrzymała z zakupem, pewnie postawiłabym na nowy wózek, który mogłam kupić za niewielką dopłatą. Ale trudno :) Nad rozlanym mlekiem się nie płacze, a czasem trzeba uczyć się na własnych błędach. Teraz też jesteśmy użytkownikami xLandera xMove.
- Bujaczek/leżaczek - tak, tak i jeszcze raz wielkie TAK! Z tym, że dopiero po pierwszym miesiącu, więc z zakupem można poczekać. Aczkolwiek nam się dostały w spadku aż 3 bujaczki/leżaczki. Jeden z nich - totalnie klasyczny z możliwością pełnego leżenia przez malucha sprawdza się w każdej sytuacji. Oli jest ze mną kiedy gotuję w kuchni, czy idę do drugiego pokoju. Drugi jest z opcją samodzielnego bujania. Wkładamy baterię, włączamy guzik i jazda. Olinek zainteresował się leżeniem w nim dopiero po ukończeniu czwartego miesiąca. Trzeci jeszcze czeka na test, gdyż jest tylko dla dzieci siedzących.
- Karuzela - nasza jest bardzo prosta, bo gra melodyjki i kręcą się zwierzaczki. Bez projektorów, światełek itp. Przez pierwsze dwa miesiące pomagała usypiać, a teraz skutecznie zajmuje uwagę malucha kiedy musi chwilę poleżeć w łóżeczku.
- Przewijak - u nas znajduje się jako must-have, inni żyją bez niego. Ja jednak przyzwyczaiłam się do zmiany pieluch na przewijaku, który leży na łóżeczku, dzięki czemu nie muszę się schylać gdyby to było np. na łóżku.
- Emolient do kąpieli Oilatum - w naszym przypadku przez pierwszy miesiąc nie mogliśmy wyobrazić sobie bez niego kąpieli. Oli urodził się tydzień po terminie, a takie dzieciaczki niestety bardzo często mają mocno wysuszoną skórę.
- Pieluchy tetrowe - my na start mieliśmy zakupionych około 25 sztuk i nie uważam, by było tego za dużo. Polecam również flanelowe ze dwie mieć w szafie.
- Pieluchy - te standardowe, które będziemy zakładać Robaczkowi na pupkę. Trudno powiedzieć, czy kupować rozmiar 1 czy 2. My mieliśmy jedną paczkę jedynek i włączając tą ze szpitala z Niebieskiego Pudełka - więcej nie potrzebowaliśmy. Oli urodził się z wagą ponad 4 kg, więc szybko przeskoczyliśmy na dwójki. Co do marki, to nam się sprawdzają i Pampersy i te z Lidla. Należy jednak pamiętać, że u każdy niemowlak jest inny. Jednemu pasują Pampersy, a innego będą uczulać.
- Ręczniki do kąpieli - z kapturkiem. Warto by były z miłego materiału. My mamy trzy takie ręczniki, bo wiadomo - bywa różnie. Czasem kupka się trafi, czasem siusiu ;) A do szpitala też warto ze sobą jeden zabrać.
- Kocyki - na początek był u nas jeden do domu i jeden do wózka. To było zdecydowanie za mało. Szybko po narodzinach dokupiliśmy jeden gruby kocyk, jeden cienki. Ostatnio zakupiliśmy również jeden 100% bawełna od Lepampuch (link) i zdecydowanie polecam ich produkty!
A co w apteczce dla Maluszka z rzeczy obowiązkowych?
- Octenisept - przyda się do przemywania kikuta od pępuszka. Oliverowi odpadł już po 4 dniach, więc dużo go nie zużyliśmy, ale u nie których przydaje się nawet przez 2 tygodnie. Ogólnie ma wiele zastosowań w późniejszym czasie, jak np. poleciła nam pani pediatra pryskać miejsce, w którym zaczął nam trochę wrastać paznokieć.
- Witamina D - najlepiej się sprawdza rzecz jasna w kroplach. My akurat korzystamy z D-Vitum w formie kapsułek twist-off. Niektórzy kupują witaminę D + K, ale z tego co słyszałam podczas szczepienia w pierwszej dobie podana jest dziecku wystarczająca dawka witaminy K, więc nie ma potrzeby późniejszej suplementacji. Warto jednak skonsultować to ze swoim lekarzem i jego słuchać.
- Płatki kosmetyczne dla niemowląt - u nas zastosowanie mają firmy Kindii. Są duże i łatwo nimi przemywać pupkę swojego maluszka.
- Jałowe gaziki - psikamy na nie Octenisept, a następnie stosujemy na pępuszek naszego robaczka.
- Sól fizjologiczna - do przemywania oczek.
- Termometr - najlepiej taki, który wykonuje pomiary bezdotykowo. My posiadamy z firmy Rossmax na podczerwień, który mierzy również temperaturę otoczenia lub może wykonać pomiar temperatury mleka w butelce.
Co mama koniecznie musi mieć przed porodem, by zabrać ze sobą do szpitala?
- Podkłady higieniczne poporodowe - w szpitalu z całą pewnością każda mama otrzyma dla siebie paczkę takich podkładów, ale warto na wszelki wypadek zabrać je też ze sobą. U mnie najlepiej sprawdziły się Bella Mamma.
- Tantum Rosa - w szczególności dla mam, które podczas porodu zostały nacięte lub pękły.
- Majtki siateczkowe - polecam te (link). Można je wyprać i swobodnie dalej stosować. Ja potrzebowałam ich przez prawie 2 tygodnie.
Warto zorientować się, czy w szpitalu, w którym będziemy rodzić rozdają Niebieskie Pudełko. Jest to paczka, w której znajdziemy wiele przydatnych rzeczy, jak paczka pieluch najmniejszego rozmiaru od Pampers, butelka wody, czy chusteczki nawilżane. Dzięki temu w naszej torbie będzie mogło się zwolnić trochę miejsca.
Z rzeczy, które kupiliśmy, a w ogóle nam się nie przydały wymienić mogę gruszkę do odciągania z noska. Zdecydowanie lepiej sprawdza się aspirator: Nose Frieda lub Katarek. Do wanienki kupiliśmy też plastikowe siedzisko, na którym można układać maluszka, ale nie skorzystaliśmy z tego jeszcze ani razu i właściwie leży teraz na strychu, kurz zbiera. Tak samo nie skorzystaliśmy z ubranek rozmiarem mniejszym niż 58. Oli urodził się duży, bo 62 centymetry, więc jak cudem znaleźliśmy coś, co miało 58 na metce i w to wszedł, to byliśmy szczęśliwi. Generalnie do szpitala następnego dnia narzeczony przyniósł ubranka 62.
A maty, na których można kłaść dziecko? To spokojnie. Jak się urodzi będzie jeszcze czas na zakup. Chyba, że akurat trafia nam się jakaś okazja, to brać! Przyda się z całą pewnością, ale u nas chęci do leżenia oraz zainteresowanie dopiero po ukończeniu czwartego miesiąca, kiedy to Oli zaczął się przewracać z brzuszka na plecy i odwrotnie.
Rożek? Można. U nas się przydawał przez pierwszy miesiąc, ale z perspektywy czasu widzę, że bez niego też byśmy sobie poradzili :)
Jeśli chodzi o kołderkę i poduszkę, to dopiero niedawno zostały zakupione od Cotty (link). Kołderka nie jest sztywna, Oli się w końcu nie jest w stanie rozkryć w nocy. Z wprowadzeniem poduszki jeszcze czekamy.
Po więcej szczegółów zapraszam na moje instagramowe profile oraz zachęcam do zadawania pytań na ask.fm.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz